W niedzielę 14 sierpnia zapraszamy na Mszę św. o godz. 12.00 w intencji śp. ks. kard. Franciszka Macharskiego.
W nowym numerze Gościa Niedzielnego znajduje się artykuł Jana Głąbińskiego pt: „A ja znam św. Franciszka” czyli wspomnienia ks. prałata Andrzeja Fryźlewicza o śp. Kard. Franciszku Macharskim.


Był drugim ojcem
– O, jakie tu wspaniałości mamy! – mówił kard. Franciszki Macharski, zaglądając do chlewni prowadzonej przez siostry. – Jeszcze nikt mnie tu nie odwiedził – płakała urszulanka zajmująca się obrządkiem. – Taki właśnie był, wszystko co obok było ważne, tym się interesował – wspomina nowotarżanin ks. prałat Andrzej Fryźlewicz, osobisty sekretarz.
Metropolita krakowski podczas swojej posługi odbywał wiele spotkań w parafiach, instytucjach. Księdzu Andrzejowi zapadło w pamięci szczególnie jedno. Chodzi o odwiedziny hierarchy w klasztorze sióstr urszulanek szarych w Pniewach koło Poznania. – Zatrzymaliśmy się tam, jadąc na jakieś uroczystości. Siostry pokazywały szkołę gospodarstwa domowego dla dziewcząt, którą prowadziły z piękną kwiaciarnią i plantacją warzyw. Dostał od sióstr bukiet kwiatów. Już na początku zainteresował go jeden ze znajdujących się na uboczu obiektów klasztornych. Siostry wykręcały się od odpowiedzi, co tam jest, w końcu powiedziały, że to chlewnia. Kardynał postanowił tam pójść. Kiedy weszliśmy, akurat pracowała tam jedna z sióstr. „Ależ tu wspaniałości mamy” – skomentował kardynał, a siostra płakała ze wzruszenia. Dodała, że już wiele gości było w klasztorze, ale jeszcze nikt jej tutaj nie odwiedził. Ksiądz kardynał zamienił z nią kilka zdań i wręczył jej kwiaty. Ta historia była dla mnie, na początku mojej posługi przy boku kardynała, wskazaniem kierunku, szukania tego, co „obok” drogi, zapomniane, zaniedbane – opowiada ks. A. Fryźlewicz, który pochodzi z Nowego Targu.
Między dziećmi
Kard. Macharski zaprzyjaźnił się z rodziną swojego kapelana i przy różnych okazjach gościł nawet w domach Fryźlewiczów w stolicy Podhala. Udzielał różnych sakramentów, towarzyszył w smutkach i radościach.
– Byliśmy zajęci przygotowaniem herbaty dla kardynała, który odwiedzał nasz dom. W pewnym momencie kardynał zaczął się bawić z naszymi dziećmi. Zobaczyliśmy go uśmiechniętego, jak chodził na kolanach i w sutannie pomiędzy niezwykle radosnymi z tego powodu naszymi pociechami – wspomina Marek Fryźlewicz, brat ks. Andrzeja.
Dawny burmistrz Nowego Targu przytacza jeszcze jedną sytuację. – Kardynał Franciszek Macharski, kiedy tylko był w stolicy Podhala, to przynajmniej na kilka kwadransów do nas do domu zaglądał. Dzieci traktowały go jak wujka. Kiedyś w szkole mój syn, podczas lekcji o św. Franciszku, powiedział, że go zna, że on często bywa u niego w domu. Radości uczniów nie było końca. Po prostu syn myślał, że kard. Franciszek to św. Franciszek – dopowiada M. Fryźlewicz. Zdradza też, że opowiedział tą historię metropolicie krakowskiemu. – Bardzo się rozbawił, a potem się zamyślił i powiedział, że być świętym w oczach dzieci, to wielka radość i zobowiązanie – wspomina M. Fryźlewicz. Kard. Macharski korzystał też z porad nowotarskich dzieci, jeśli chodzi o nowinki techniczne. – Kardynał miał nowy telefon, nie potrafił włączyć jakiejś funkcji. Miałem wtedy sześć lat i sobie z tym poradziłem – opowiada Maciek Fryźlewicz, dziś już absolwent liceum. Pamięta także komentarz kardynała: „No cóż, to pokolenie ma to już we krwi”.
Telefon do premiera Rakowskiego
– Po pasterce maryjnej w Ludźmierzu przed plebanią czekało kilka samochodów, wszyscy chcieli zaprosić do siebie kardynała, nawet policjantka. Właśnie z nią ks. kardynał pojechał. Potem żartował, że była to najszybsza jazda w jego życiu. Następnie funkcjonariuszka otrzymała własnoręczne podziękowanie i różaniec od Ojca Świętego – wspomina jeszcze jedną sytuację Marek Fryźlewicz.
Kardynał żywo interesował się sprawami ważnymi dla ojczyzny. – Doszły nas informacje, że rząd premiera Rakowskiego chce unieważnić pierwsze częściowe wolne wybory po roku 1989 r. Kardynał prosił, abym poszukał numeru telefonu do kancelarii premiera RP. Udało się nawiązać połączenie. Kardynał Franciszek mocnym głosem przestrzegał rządzących przed rozlewem krwi. Dodał, że jeśli dojdzie do unieważnienia wyborów, on zrezygnuje z funkcji przewodniczącego komisji kościelno – państwowej, która rozwiązywała różne sporne kwestie w owym czasie – wspomina kapelan.
I jemu osobiście bardzo pomógł ksiądz kardynał. – Głowił się i troił, aby wszystko było dobrze. Załatwiał transport lotniczy do Wiednia, żebym przybył tam na czas do zabiegu przeszczepu nerki. Mogę szczerze powiedzieć, że był dla mnie jak drugi ojciec – podkreśla ze wzruszeniem ks. Andrzej.
Nowe siły
Kard. Franciszek zawsze otaczał opieką wszystkich chorych kapłanów – Kiedy tylko dowiadywał się o chorobie kapłana, potrafił zostawić wszystko i jechać do szpitala, aby się z nim spotkać. Tak było np. podczas jednej z Wigilii. Szczególne popołudnie, a my kierujemy się do szpitala, gdzie puste korytarze i sala, na której był ks. Jan Nowobilski, czekający na zabieg. Tak bardzo ucieszył się, że zobaczył kardynała. Wstąpiły w niego nowe siły. Potem wiele lat pracował, mówiąc przez laryngofon, w parafii w Cichem Górnem. Do tego pamiętnego dnia wiele razy nawiązywał – wspomina ks. Andrzej. Dodaje, że też ma problemy ze zdrowiem od dawna, a kard. Macharski jeszcze jako przełożony w seminarium wszystko to rozumiał i otoczył już wtedy troską.
– Kiedy po trzech latach wikariatu w Liszkach otrzymałem skierowanie na studia z zamieszkaniem w Domu Księży Profesorów przy ul. św. Marka, okazało się, że nie ma tam miejsca. Ksiądz Kardynał zadecydował, że zamieszkam w Domu Arcybiskupów Krakowskich i będę służył pomocą duszpasterską w rektoracie św. Marka. W tych właśnie okolicznościach, w czerwcu 1983 r., otrzymałem nominację na kapelana metropolity. Dzisiaj żartuję, że zostałem kapelanem na skutek braku mieszkania u św. Marka – opowiada ks. Andrzej, który od tamtego właśnie czasu ma w dowodzie osobistym, w rubryce adres, wpisaną ul. Franciszkańską 3. Taki sam adres miał do końca swoich dni kard. Macharski. – Oczywiście całą korespondencję, która przychodziła zanosiliśmy kardynałowi do sióstr albertynek. Kardynał już jako senior sam kierował swoimi sprawami, choć oczywiście zwracał się do mnie z prośbą o pomoc – wspomina ks. Andrzej. Zwykle w kurii pracowali razem do późnych godzin nocnych. – Kiedy wracaliśmy do kurii z różnych wyjazdów, np. do parafii kard. Franciszek wcale nie kładł się spać. Zasiadaliśmy do odpisywania na listy. „Andrzejku, pomożesz” – słyszałem. Oczywiście z radością i wielką życzliwością pomagałem – opowiada ks. Andrzej.
W dowodzie Franciszkańska 3
Duchowny wraca jeszcze do miejsca zamieszkania. – Dla mnie to ogromne wyróżnienie i wielka wdzięczność. Przeżyłem tutaj 11 wizyt papieży. Najpierw Jana Pawła II, potem Benedykta XVI, a teraz Franciszka. Niezapomniane chwile i obcowanie – jak pisała św. Katarzyna ze Sieny – ze słodkim namiestnikiem Pana Boga. Dodaje z radością, że w czasie pielgrzymek musiał chodzić bardzo ostrożnie, aby przypadkiem nie przeszkadzać najważniejszemu domownikowi, gdyż część mieszkania ks. Andrzeja znajduje się bezpośrednio nad apartamentami papieskimi.
Kard. Macharski, wedle jego kapelana, rzadko się denerwował. – Pamiętam go raz bardzo niezadowolonego. Chodziło o budowę szpitala bonifratrów w Nowym Targu. Kardynałowi bardzo zależało, aby powstał on w stolicy Podhala, jednak nie mogły zapaść ostateczne decyzje po stronie władz i niestety nie udało się – wspomina ks. Andrzej. Ale za to udało się z Państwową Podhalańską Wyższą Szkołą Zawodową w Nowym Targu, której kard. Franciszek nazywany jest jednym z założycieli.
Ks. Andrzej zdradza, że kard. Franciszek miał swoje zwyczaje i nie odstępował od nich. – Zamykał się od wewnątrz w kaplicy w Pałacu Arcybiskupów i modlił się oraz rozważał niemal przez dwie godziny różne kwestie. Następnie przyjmował wszystkich kapłanów, którzy o sprawach dla nich ważnych chcieli z nim porozmawiać. I niemal nigdy nie przychodziliśmy na obiad punktualnie, ku lekkiemu poruszeniu innych czekających na posiłek. Ale dawałem znać do kuchni siostrom, żeby zaczynały bez nas, bo jeszcze nam zejdzie – uśmiecha się ks. Andrzej.
Jan Głąbiński


Odwiedziny kard. Franciszka w nowotarskim domu Fryźlewiczów na Waksmundzkiej i zabawa z dziećmi.

Jak przystało na kard. Franciszka, jak tylko mógł to parasol chciał nieść sam.
Tak też było podczas poświęcenia pomnika Jana Pawła II na nowotarskim lotnisku.
